25. stycznia obchodzimy kolejną rocznicę urodzin wielkiego rosyjskiego pieśniarza, poety - Włodzimierza Wysockiego.
(fot. okładka płyty)
Wysocki odszedł od nas sporo lat temu, w roku 1980, podczas olimpiady w Moskwie, jednak miliony ludzi na całym świecie słucha nadal jego pieśni i pamięta, a rzesza jego słuchaczy nieprzerwanie rośnie. Jak każdy prawdziwy poeta był kością w gardle swoim współczesnym, niektórzy go kochali, niektórzy nienawidzili, nikt nie zostawał obojętnym. Dzisiaj szalenie popularna w Rosji jest grupa Leningrad, polecam ją serdecznie wszystkim słuchaczom kochającym w SZTUCE duszę i klimat, jednakże popularność Wysockiego za życia była nawet większa, myślę że nieporównywalna. Z każdego okna dobiegał jego głos, a jego pogrzeb rozwalił władzom olimpiadę w Moskwie. Jak państwo zauważyli napisałem słowo sztuka dużymi literami, ponieważ jest różnica między codzienną popeliną a tym c nazywamy sztuką. Sztuka to coś co zostaje na lata, dzięki czemu stajesz się piękniejszym człowiekiem, popelinę wydala się dnia następnego w toalecie.
Kim był Wysocki pisałem o tym już rok temu na łamach WP, każdy rozgarnięty człowiek powinien to wiedzieć. Jedno jest pewne, był poetą masowym, niewiele łączyło go z naszym bardem Jackiem Kaczmarskim. Wysocki spoglądał na człowieka z dużym dystansem, humorem, jego pieśni są niezrozumiałe dla ludzi o ograniczonych umysłach, dla wykształciuchów, myślę, że nawet niektórzy, tak ponoć lubiani politycy, by go nie znosili, poeci i dziennikarze również. Był człowiekiem niebezpiecznym, bo przyciągał masy, a jednocześnie był artystą inteligentnym, dobrze rozumiał co się wokół niego dzieje, choć pewnie nie dawał tego po sobie poznać, chował to w sobie. Jeżeli chcecie naprawdę poznać trochę tę niesamowitą osobowość jaką był twórca wspaniałych słów, melodii oraz fenomenalny wykonawca swoich pieśni, odsyłam do książek pani Marleny Zimnej, przyjedźcie koniecznie 30-tego stycznia do Koszalina na coroczny festiwal filmów o rosyjskim pieśniarzu.