wp.pl > MP3 > Strefa > Wintermoon > Albumy > Heading For Nowhere
   
    w skrócie
    o artyście
    utwory
    albumy
    galeria
    wydarzenia
    njusy
    kontakt
    logowanie
    forum


 

Wintermoon

Heading For Nowhere

Gatunek:
Metal

Posłuchaj utworów:


Lista utworów na płycie:
1. Forbidden Love
2135x, 8.0/10
2. The Space Riders
1539x, 7.7/10
3. Heading For Nowehere
1498x, 7.9/10

O albumie:
1.Forbidden Love 2.The Space Riders 3.Heading For Nowhere < > Nagrany w składzie: Adam-gitara,bas Lord-perkusja Devil-gitara Doman-wokal w Chinook Studio Dębica (9,11,26 czerwiec 2004). < > Recenzje: < > METAL HAMMER 12/2004 < > No proszę, nie samym Decapitated krosno stoi...Przystojni uczniacy podbijają świat a w rodzimym miasteczku powstają kolejne wynalazki np. Wintermoon. Zespół powstał w '96 roku i ma na koncie juz pięć demówek. Koncertował z wieloma bardziej lub mniej podziemnymi zespołami zaś piąte demo pokazuje, że wartobyło ćwiczyć i grać koncerty. Muzyka kwartetu to szeroko pojęty death metal. W słowie "szeroko" zawierają się min: melodia, klimat, ciekawe i rozbudowane partie gitary. Klasyczną stronę muzyki smierci prezentuja growling wokalisty i zmasowane i nieco zachowawcze aranżacje. Czasami zespół zapuszcza się w rejony nieco lżejsze, heavy metalowe (np. "The Space Riders"), są to jednak tylko przyprawy dodawane do dania głównego - niezbyt szybkiego i dość prostego death metalu. Czasem bardzo melodyjnego ("Heading For Nowhere"), czasem bardzo brutalnego. Zwraca uwagę dojrzała praca gitar. Reszta także bez zarzut, aczkolwiek dziwnie brzmią bębenki. Słychać nagminne używanie triggera, który tym razem spieprzył dość konkretnie centralki, które zamiastbyć odczuwane w okolicach żołądka, kłują w uszy, bez zbytniego efektu. Brakuje basu, jako instrumentu a takżę jako pewnej częstotliwości, dodającej "masy" nagraniom. Rzecz jasna, nie można zadać zbyt wiele bo i tal demówka brzmi bardzo dobrze. Problem jest jednak taki sam jak w przypadku Rise Up - totalny brak oryginalności, jakiegoś elementu, który mógłby zaskoczyć słuchacza. Na razie więc pozostaje umiejętność poruszania palcami, teraz czas ruszyć łepetyną, w jakim kierunku pchnąć muzykę zespołu. .. Arek Lech ocena: 3 na 5 < > MEGA SIN 5/2004 < > zimowy księżyc rozpoczyna swoje nowe demo "Heading For Nowhere" jekże pięknym i dźwięcznym z nazwy utworem, pt. "Forbidden Love". tylko z pozorów wydaje się być to pedalskie, bynajmniej niezamierzam podważaćmęskości ktróregokolwiek z członków Wintermoon. Death'owy (wręcz grindowy) wokal, trochę mniej ponure aranżacje i ciekawe (oraz udane) gitarowe zagrywki czynią muzyke krośnienskiego zespołu dość ciekawą. Chłopcy nie przesadzają ze zbytnim mocowaniem się z brytalnym dźwiękiem, co na pewno wyszło im na dobre, miło bowiem posłuchac czegoś co nie jest na siłę prześiaknięte mrokiem. wokaliscie gratuluje zdartego gardła, a gitarzyście solówkowej wirtuozerii. Nordic Princess < > KULTURA INDUSTRIALNA < > W naszym serwisie jest taki wymóg, aby na początku w miarę dokładnie określić gatunek muzyczny recenzowanego materiału i na potrzeby „Heading For Nowhere” stworzyłem nową ‘szufladkę’, czyli heavy/death metal :) Pewnie większość z Was przeciera teraz oczy ze zdumienia i zastanawia się, czy ja w ogóle powinienem pisać o muzyce ?! Będę jednak obstawał przy swoim, bo stwierdziłem, że to nie jest ani podrasowany power metal w stylu Nevermore, ani tym bardziej melodyjny, szwedzki death ala In Flames, a tak po prostu gra WINTERMOON ! Kapela została założona jakieś 7 lat temu i wypuściła dotychczas 5 demosów. Przyznam szczerze, że nie słyszałem poprzednich wydawnictw, ale bardziej dociekliwi mogą się z nimi zapoznać pod podanym na końcu adresem. Ja natomiast zajmę się najnowszą płytą, która została nagrana w 2004 roku i znalazło się na niej trzy kompozycje (Forbidden Love, The Space Riders, Heading For Nowhere). Aby scharakteryzować jej zawartość wymyśliłem takie hasło : „Jeśli lubisz Iron Maiden i Morbid Angel, a chciałbyś połączyć pasję do tych zespołów w jedno, to sprawdź WINTERMOON !”. Jest tutaj trochę zamierzonej przesady, ale zapewniam Was, że wszystkie utwory na „Heading For Nowhere” oparte są na heavy metalowych strukturach. W związku z tym mamy na krążku dużą dawkę przebojowości, charakterystyczne tempa, żywiołową perkusję, melodyjne gitary, liczne refreny oraz ‘w dechę’ solóweczki. Wszystko jest jednak opatrzone ciężkim, death metalowym brzmieniem uzyskanym w Chinook Studio oraz głębokimi growlami wokalisty. Można by się jedynie przyczepić do zauważalnego braku zróżnicowania tych ostatnich, bo we wszystkich innych elementach tak doświadczeni instrumentaliści radzą sobie świetnie. WINTERMOON zapodaje około 12 minut porządnego łomotu, który może nie rozgrzał mnie do czerwoności, ale można przy nim fajnie pomachać bańką, a nawet potańcować ;) Jest to taki swoisty odpoczynek od nadętych ideologii, mega ekstremistów i domorosłych ‘oldschoolowców’, którzy ostatnio atakują Nas ze wszystkich stron. Na koniec mogę powiedzieć, że Krosno i okolice ma dobrą scenę podziemną, a jednym z jej mocniejszych filarów jest WINTERMOON. Szkoda, że przekonałem się o tym tak późno... /max/ < > www.nbc.art.pl marzec 2005 < > 'Death metalowe maleństwo' to chyba dobre określenie na sposób jaki Wintermoon wydał swój materiał demo. 3-calowy sidierek poprawił mi nastrój, podobnie jak zresztą uczyniła to jego zawartość. Nie będzie jednak w pełni tak kolorowo, jak mogłoby się z początku wydawać. Owszem na uszy rzuciło się przyzwoite brzmienie i dobry warsztat czwórki muzyków, ale nieco słabiej wypadły same aranże. Spokojnie, słyszało się gorsze rzeczy, ale też nie jest to coś maksymalnie słuchacza wciągającego. Tempa raczej średnie, riffki nawet chwytliwe, melodyjne sola rodem z heavy metalowych produkcji także niczego sobie, a w dodatku te pseudo-akustyczne tła gitarowe również poprawiają wizerunek zespołu sprawiając, że jego muzyka brzmi bardziej kompleksowo. Szkoda, że oprócz tych wzlotów pojawiają się także i upadki (lub żebym nie został posądzony o wyolbrzymianie: wpadki tudzież potknięcia). Otóż wokal wydaje się być trochę nietrafiony i co najważniejsze jest zbyt jednostajny - mało na tym polu eksperymentów. Bardziej widziałbym takie 'mulące growle' na jakiejś doom metalowej płycie, ale w towarzystwie bądź co bądź melodyjnego death metalu wypada to jakoś nieskładnie. Konstrukcja utworów mogłaby być bardziej dynamiczna, przydałoby się więcej polotu niż wyrachowania, ale widocznie taki już posiadają styl i nie mogę tego w żadnym wypadku negować. Zespół nie jest przecież nowicjuszem i z pewnością wie co robi, ale w moim odczuciu "Heading For Nowhere" tak naprawdę uratował fakt, iż nie trwa dłużej. Dziwnie to trochę zabrzmiało, ale dla mnie kilkanaście minut więcej przy takiej muzyce nie byłoby niestety niczym nadzwyczajnym, a obawiam się nawet, że mogło by to być wręcz nudnawe przeżycie. Czuć, że muzycy są w dobrej formie, przykro mi jednak słysząc, że nie przekłada się to na bardziej porywające dźwięki. Trudno, przecież wszyscy uczymy się na błędach i lepiej mieć chyba świadomość, że wciąż jesteśmy niedoskonali i dalej nad sobą pracować, niż przedwcześnie spocząć na laurach nie robiąc nic by się doskonalić... < >7 GATES OF HELL NR 1/2005 (10) < > Death metalowy Wintermoon tuła się po podziemiu przeszło osiem lat i podejrzewam że "Heading For Nowhere" sytuacji zespołu może i diametralnie nie zmieni ale z pewnością zaciekawi większość ludzi znudzonych ekipami spod znaku 'byle szybciej, byle brutalniej'. Nie słyszałem poprzednich czterech demówek zespołu, więc nie będę się silił na dociekanie czy najnowszą odsłoną pogorszyli czy też polepszyli swój obecny wizerunek. Jedno jest pewne. Na dzień dzisiejszy Wintermoon, wśród death metalowych grajków, którzy nie doczekali się jeszcze oficjalnego wydawnictwa, odbieram jako kapelę startującą z bardzo uprzywilejowanej pozycji, do tego kapelę o solidnym zapleczu zarówno doświadczenia jak i pomysłów. Muzyka zawarta na "Heading For Nowhere" nie zapierdala na łeb, na szyję, nie ma galopujących ultradźwiękowych przyśpieszeń ani karkołomnych blastów powodujących rozpierduchę na każdym kroku. Owszem brak jej tego, ale za to ma coś, co nie pozwala na jakiekolwiek znudzenie podczas ciągłego wsłuchiwania się w te jedenaście minut prostego i nieskomplikowanego death metalu. Gdyby nie wciąż przewijające się solowe partie gitary (najlepsze w "The Spice Riders") to posobem konstruowania utworów i brakiem wszelkich kombinacji , Wintermoon najbliżej miałby do starego Six Feet Under i całej "old schoolowej" skandynawskiej garmażerii. "Heading For Nowhere" to najprościej rzecz ujmując death metal kołaczący się w okowach średnich i średnio wolnych temp nastawionych bardziej na melodykę niż dynamikę. Wszystko zgrabne i z głową przemyślane, zagrane, nagrane i głębokim czytelnym growlem wyśpiewane przez Dominika wypożyczonego w celach demonstracyjnych z bliżej mi nieznanego Swamp. Prościej nie znaczy gorzej... Ocena (777(7) - Maniek) na 77777 < > www.metalheart.prv.pl < > Solidna robota, w dodatku potrafiąca przyciągnąć uwagę i sprawić, że blisko 12 minut nie uważam za stracone. O czym mowa, ano o kolejnym już demo, krośnieńskiej formacji Wintermoon. Jedyny problem, jaki miałem, to jak określić styl muzyczny tych panów. Nie lubię szufladkować zespołów, ani tym bardziej muzyki, przez nich granej, no ale bez tego niestety w dzisiejszym dziennikarstwie muzycznym obejść się nie da. Styl zespołu, można dość „luźno” określić jako melodyjny death metal, z olbrzymimi wpływami heavy metalowej stylistyki. Mimo mojej przeciętnej fascynacji death metalem, muszę przyznać, że „Heading For Nowhere” jest stosunkowo ciekawym wydawnictwem i śmiało może konkurować z innymi tego typu płytami. Oczywiście można zauważyć, że wokale są tu raczej monotonne i gdyby płyta trwała 30 minut to po prostu by się „przejadły”. Moim zdaniem Dominik powinien tutaj jednak mniej trzymać się death metalowej konwencji, a poszukać innych pomysłów na wykorzystanie swojego głosu. W połączeniu z heavy metalową ekspresją gitar z pewnością rzuciłyby słuchacza na glebę. Znane mi są poniekąd perypetie, związane ze zmianami składu Wintermoon, i pamiętam również, że w ich szeregach grało swojego czasu kilku panów odpowiedzialnych za inny krośnieński heavy metalowy band, Krusher. Do czego zmierzam? Bynajmniej nie chciałbym zmieniać kierunku, w którym podążają bohaterowie tej recenzji, jednak po przesłuchaniu ich demo nasuwa mi się nieodparcie jedna myśl. Jak wspominałem powyżej średnio „podszedł” mi monotonny w dłuższym odbiorze wokal Dominika, ale partie gitarowe, hohoho.... panowie, gratuluję! Może do rewelacji trochę jeszcze brakuje, no ale słychać całkiem ciekawe riffy i ozdobniki, które świetnie wyglądałyby w czysto heavy metalowych aranżacjach. Oczywiście to tylko prywatna opinia i absolutnie nie mam zamiaru przekonywać panów do „zdradzenia” swoich muzycznych ideałów. W końcu powinno się tworzyć muzykę, którą się kocha i najważniejsze w tym, to nie zapomnieć aby sprawiało to przyjemność! autor: Marcin Szlęzak < > recenzja WWW,ROCKMETAL.PL < > Wintermoon "Heading For Nowhere" Nazwa zespołu: Wintermoon Tytuł płyty: "Heading For Nowhere" Utwory: Forbidden Love; The Space Riders; Heading For Nowhere Wykonawcy: Adam - gitara, gitara basowa; Lord - instrumenty perkusyjne; Devil - gitara; Dominik - wokal Rok wydania: 2004 Data napisania recenzji: 14.04.2005 Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7 Przeglądając biografię Wintermoon, który jest aktualnie zespołem krośnieńsko-toruńsko-zielonogórskim, nieco się zagubiłem, więc informacje o historii kapeli ograniczę do solidnego minimum. Grupa zaczęła swoją działalność w okolicach roku 1996, a zarejestrowany w dębickim Chinook Studio "Heading For Nowhere" jest jej piątym materiałem. Co prawda rzeczone demo to jedynie trzy kompozycje, których czas trwania nie przekracza dwunastu minut, ale ich jakość jest więcej niż przyzwoita. Na "Heading For Nowhere" drzemie fajny death metal z silnie zaakcentowaną stylistyką heavymetalową, budzący niekiedy skojarzenia z fińskim Sentenced z czasów "Amok". Muzyka Wintermoon jest dynamiczna i solidnie melodyjna, a kawałki są dość pomysłowo zaaranżowane i całkiem poprawnie zagrane. Również produkcji tego wydawnictwa raczej nie można nic zarzucić, wszystko "gada" całkiem przyjemnie. Nie znam poprzednich dokonań Wintermoon, ale przyznaję, że zespół zaciekawił mnie zawartością "Heading For Nowhere", która powinna znaleźć posłuch u tych, który cenią melodyjność w cięższym gitarowym wydaniu. Materiał zdecydowanie należy do dość obiecujących, więc pozostaje mi tylko życzyć powodzenia i oczekiwać pełnoczasowego krążka. autor: m00n 14.04.2005 < > http://www.metalrulez.prv.pl/ < > Wintermoon to taki dziwny miks, bo to heavy metalowa muza z death metalowym wokalem, dodam bardzo niskim. Ciekawy to twór, który jednak obciążony jest wieloma wadami wrodzonymi. Bo to w wypadku Krośnian jakoś tak się nie komponuje. Owszem muzyka to dobry, ciekawy heavy, wokalizy tez wysokiej klasy jednak razem tracą te atuty na wartości. Także chyba jest w tym wina produkcji, bo głos jest jakby oddzielnie od reszty. Nie wiem, dlaczego ten skąd inąd długo istniejący zespół decyduje się na zatrudnianie gościnnie krzykacza, który w ogóle nie pasuje do muzyki. Dużo lepiej mi byłoby słuchać tej muzy gdyby pozostała ona wyłącznie instrumentalna, bo pod tym względem jest nieźle. Całkiem ciekawe riffy, z miłą dla ucha perkusją i przeróżnymi smaczkami, sprawiają dobre wrażenie. Właśnie solóweczki, intra i innego typu pierdoły są ważną zaletą tego krótkiego materiału, który słucha się mimo wszystko bardzo dobrze. Polecam Wintermoon trochę inne podejście do miejsca wokalu w ich muzyce a na pewno przy następnym materiale będzie jeszcze lepiej!!! Ocena: 5/10 < > > > Reecznja do zina SYRINGE #3 > > WINTERMOON - HEADING FOR NOWHERE (demo CDR) > > WINTERMOON powstał na przełomie lat 1996/97, nieźle co ?? Czytacie w tym momencie recenzję ich piątej demówki. Ale jak można się domyśleć, składzik się nieco zmienił. I muzyka chyba też. Słyszałem kiedyś, że grają coś pod KRUSHER, ale raczej żadnych podobieństw między tymi kapelkami już nie ma. Może trochę heavy metalu można się doszukać w solówencjach, ale to znikome ilości. WINTERMOON para się melodyjnym death metalem z bardzo fajnym wokalem(kurde, ale rym, joł, elo ziom).Tak, nawet bardzo, bardzo fajnym, > dawno nie słyszałem takiego wygaru jaki w gardle ma Dominik.Występuje on na płycie jako gość specjalny. Fajowsko... Solówki też są bombowe jak chociażby ta w "Heading For Nowhere". Widać, że Adam i Devil (uuuuu....straszna ksywa) mają bardzo dobre pomysły i oby tak dalej.Na miejscu delikwentów z WINTERMOON wyrzuciłbym parapet, ale to już ich wybór, mnie się nie podoba...Także zbrutalizowanie riffowni mile widziane hehe.Zwolnienia w "The Space Riders" troszkę kojarzą mi się ze świętej pamięci MELANCHOLY CRY, a mianowicie z okresu "Lacryma Christi", jednakże to tylko fragmenty...Sprawa z brzmieniem stoi bardzo przywoicie, Chinook > studio pokazuje po raz kolejny swój warsztat.Słychać wszystko dobrze, ale wciąż brakuje mi takiego mocniejszego kopa, bo te demówki stamtąd odznaczają się raczej płaskością i nie ma tego "bumu".W tym momencie zespół jest projektem Krosno- Toruń- Zielona Góra.Nieźle hehe, a próby to pewnie w Szczecinie mają....Bardzo dobry zespół, z optymistycznymi rokowaniami na przyszłość, czyli to nie kupa. <> RISE FOR VICTORY Compilation vol. 4 Jeśli chcielibyście zafundować sobie przejażdżkę po metalowym światku to proponuje się zapoznać ze składakiem coś w rodzaju 18-tu apostołów, co prawda z rogami ale zawsze apostołów. No więc jak wyżej wspomniałem znajduje się tu 18 kapel różnorodnych jak zapewne się domyślacie, zaczyna się milo WINTERMOON – „Forbidden Love” metalicznie dopieszczony stuff coś wymieszane heavy/thrash z growlem, bardzo ciekawy utwór, czytelne gitary, bębny, ogólnie bardzo dobry kawałek. Po czym w dalszej części mamy już nieco ciężej oscyluje tu czar diabla, jak zapewne się domyślacie to black metal w wykonaniu niejakiego TARAN – również ciekawy kawał piekielnego „walca”. Znajdują się tu również utwory grup, które najbardziej chciałbym uwidocznić. A są to: OBSCURE, FAUST, SOLLESS, NON OPUS DEI i wiele, wiele innych kapelek, które umilą wam szare dni i pobudzą do działania. Warto mieć to wydawnictwo w swojej dyskografii choćby dla urozmaicenia. Tu możesz kupić tą składankę: http://www.leon.internetdsl.pl/rfv_4.htm < > THRASH'EM ALL 2/2005 < > Od czasu wydania demo "Underground Screaming" sporo się w obozie Wintermoon zmieniło. Warto wspomnieć przede wszystkim o rozstaniu z Judasem, którego charakterystyczny styl wokalny wiele dobrego wnosił do bezmienia Wintermoon. Dziś posadę gardłowego piastuje Dominik (Swamp), szcycący się na odmianę mocnym,niskim growlingiem. Zmieniła się również sama muzyka. Wintermoon mimo, że wciąż wiele wspólnego ma z tradycyjnym heavy, tworzy dzis zdecydowanie cięższe, bardziej energetyczne kompozycje. Wobec powyższego, nowy materiał różni się dość zasadniczo od poprzedniego, przede wszystkim znacznie większa dynamiką, nieustannym parciem do przodu i specyficznym groove'm. Niestety, żadna spośród trzech kompozycji nie jest szczególnie efektowna a już na pewno nie tak charakterystyczna jak starsze utwory.Trochę więc szkoda, że zespół nie został w pełni konsenkwentny i nie uraczył nas kolejną porcją starego, mało finezyjnego ale bardzo nośnego grania. Na osłodę dostaliśmy po prostu równo zagrany heavy metal z mocniejszymi, niemal death metalowymi akcentami. ocena: 2 1/2* na 5* < > RECENZJA W PSYCHO ZINE Podchodząc do zaprezentowania tej kapeli, powinienem się w ogóle zastanowić, czy jest sens podejmować chociaż próbę jej przedstawienia. Nie chodzi oczywiście tu o kapelę, ale zarzut jednego z naszym oburzonych czytelników, że nie mam pojęcia o tym, co piszę. O gustach się nie dyskutuje, widać ten osobnik nie ma o tym żadnego pojęcia. Wychodząc więc na przekór owemu „panu”, postanowiłem jednak wykorzystać swą „wątpliwą” znajomość muzyki. Szczególnie, jeśli wpada w ręce kolejny kąsek naszej rodzimej sceny podziemnej. Nie będę zagłębiał się w biografię zespołu, powiem tylko, że grają już parę ładnych latek i mają już co nieco na swoim koncie. Heading For Nowhere jest już piątym z kolei wydawnictwem opublikowanym przez krośnieńsko – toruńsko - zielonogórski WINTERMOON. Jakież to zawiłe, HHHHHHH. Pomińmy więc niuanse związane z pochodzeniem, a zajmijmy się muzyką. Nie ma jej zbyt wiele, zaledwie 3 kawałeczki, ale wystarczająco, aby powiedzieć coś o chłopakach. I od tego momentu może ktoś zacząć się czepiać. Niestety jakieś szufladkowanie zespołu musi się odbyć, aby lepiej zobrazować ich twórczość. A nie jest to takie proste. To połączenie nuty heavy metalowej w nieco mocniejszym wydaniu, z ciężkim death’owym wokalem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to bardziej melodyjny death. I tak niech będzie, ale ja wolę raczej to pierwsze. Zresztą jak sami się określają - brutal heavy metal. Nie ma tu bezwiednej łupaniny, oby szybciej i szybciej. Nie grzeszą tu oczywiście jakimiś eksperymentami rytmicznymi, wyrafinowanymi technikami instrumentalnymi, czy jakimś nowatorstwem. Chociaż już takie połączenie jest w jakimś stopniu wyróżnikiem dla WINTERMOON. Gitarki bardzo ciekawie zaaranżowane, sekcyjka niczego sobie, dopełnione fajnymi, melodyjnymi solóweczkami. Wszystko tworzy konkretną, spójną całość, która przede wszystkim łatwo wpada w ucho, co jest najważniejsze. Cóż po dziwactwach instrumentalnych, jeśli to nie potrafią zainteresować. A te skromne 3 utworki jak najbardziej są ciekawe. Muzyka ma sprawiać przyjemność słuchaczowi, a ta na pewno to robi. Szkoda tylko, że jest jej tak mało. Może w końcu pojawi się jakieś dłuższe wydawnictwo, równie ciekawe jak to, które opisałem. Warto posłuchać i tych 3 kawałeczków. Gorąco polecam. < > BORN TO DIE ZINE SIERPIEN 2005 < > Bardzo oryginalny sposób wydania materiału - na mini CD! Mały krążek zawiera 3 utwory, co w sumie daje ponad 11 minut muzyki. Oczywiście MCD zawiera kolorową wkładkę z niezbędnymi informacjami i tekstami. Pamiętam kilka lat temu miałem okazję słuchać jakiś materiał WINTERMOON'a aczkolwiek pamięć mnie już zawodzi i nie pamiętam tytułu. Mimo wszystko mam wrażenie, że zespół trochę zmienił swój styl muzyczny (może wówczas było bardziej black metalowo???) co pozytywnie wpłynęło na całość. Natomiast obecnie owe trzy utwory zabarwione są silnymi wpływami melodyjnego power/death metalu co w sumie tworzy całkiem niezły mix zawierający też black metalowe naleciałości. Dość bogate aranżacje poza ciężkimi dynamicznymi riffami i potężnym growlingiem zawierają wiele gitarowych melodii pod postacią solówek czy gitarowych pasaży. Ogólnie utwory oscylują w średnich tempach z miejscowymi wręcz doom metalowymi zwolnieniami lub ostrzejszymi prawie blackowymi przyśpieszeniami, co podkreśla rozbudowana praca perkusji (chociaż tutaj mam zastrzeżenia do bardzo płytkiego brzmienia "stopy"). Słuchając tego materiału przypomniał mi się krośnieński THETRAGON, co spowodowało, że stwierdziłem, iż WINTERMOON też pochodzi z Krosna i jednak mimo wszystko coś poza miastem ich łączy.

zobacz wszystkie utwory tego artysty »


  Komentarze (0)

Wirtualna Polska nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Dodaj Twój komentarz