Hyperpop
D-Day
Hyperpop 2010-11-03 09:19:21 (czytany: 918x, komentowany: 0x)

Tak jak Alianci dobijali w 44-tym do plaż Normandii, by przepędzić wrednego szwaba, tak i ja w 2010-tym przybywam na odsiecz Strefie! Będę z wami szczery - źle się dzieje w muzyce, oj źle. Ja wiem, że kryzys w pełni (nie tylko finansowy), ale naprawdę - są pewne granice. Zalew jest po prostu tych przytajniaczonych buchalterów, tych cwaniaczków, tych wyrachowanych szarlatanów, traktujących muzykę jako kolejny produkt jednorazowego użytku. Po miesiącu znikają te sztuczne twory oczywiście (gdy tylko interes przestaje się opłacać), ale swoją cegiełkę dokładają do intelektualnej pauperyzacji społeczeństwa. Se włączyłem niedawno radio... W koło Macieju to samo! Te R'n'Autotunery, te MOR-y, te Gwiazdeczki Karaoke... A impotencja twórcza wyziera z tego wszystkiego potężna. Ino Lady GaGa mi się podoba z tego stada impotentów. Ona jedna mi jeszcze dostarcza artystycznych orgazmów. A to wyłącznie dlatego, że jest świadomą autoparodią tego wszystkiego co się dzieje w nowoczesnej muzyce. Jest takim groteskowym wyolbrzymieniem, hiperbolą. Ucieleśnioną dekadencją. Mówiąc o dekadencji, myślę, że nie popełnię faux pas przechodząc (wreszcie!) do moich nowych piosenek. Zajęło mi trochu czasu nagranie tych wypocin, ale nie od dziś wiadomo, że jestem Tytanem Lenistwa. No i Rzym w jeden dzień nie zburzono ;) Gdy mowa o mojej twórczości, jedno określenie aż ciśnie się na usta: "perfekcyjna niedoskonałość". I naturalnie, jak zawsze, moje piosenki są podporządkowane utrzymywaniu mojego etosu postaci "bajronicznej", to znaczy jednostki aspołecznej, nieobliczalnej, dzikiej, może nawet trochę niebezpiecznej... To by w sumie zamykało temat, ale trza jeszcze ten wykładzik dla proffesjonalnych marketyngowców poprowadzić. Patrzta więc krawaciarze jak TO się robi... Piosenek nowych jest pięć, każda oczywiście genialna na swój własny sposób. "Miriam" to kwintesencja mojego stylu: pompatyczno-erotyczne bzdety, naturalnie bezczelnie udające coś głębokiego i natchnionego. Mój osobisty faworyt z całej piątki. "Supermarket" to akustyczny protest-song, a la Dylan, o złym i niedobrym konsumpcjonizmie. "Monice von P" to rozmowa z byłą poetką młodego pokolenia (Miłoszem w spódnicy, uściślając), piszę byłą, bo jak wielu z nas pochłonął ją "duch czasu". I to bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. "Niezwyciężeni" to najbardziej brudny song z zestawu, bojowy i nieugięty jak Królewskie Tygrysy i równie hałaśliwy jak gówniorze na podwórku. Zwycięski pochód kończą "Krakoffskie Noce" - piosenka opowiadająca o... krakowskich nocach... LOL ;) Reasumując - zwolennicy mojej twórczości będą zachwyceni, przeciwnicy - może nawet bardziej. To mówiłem Ja, Jarząbek, a Państwa zapraszam do słuchania/ściągania/oceniania/wychwalania/kasowania/miksowania/kastrowania i co tam jeszcze wam na myśl przyjdzie. Pozdro

Dodaj Twój komentarz
|